Tak blisko a tak daleko – czyli kogo można spotkać w trasie.

Po raz kolejny spotkałam w autostopie na trasie Łódź-Warszawa ciekawego i specyficznego człowieka. Objechałam całą Europę i nie jeździłam z takimi ewenementami jak wtedy gdy celem jest nasza stolica. Tym razem jechałam z Serbem, ale wyszło to dopiero pod koniec drogi, ponieważ urodzony chyba już w Polsce mówił piękną polszczyzną :) Wróćmy jednak do początku…

IMAG0013Strykowska, chwil kilka i zjeżdża mega wypasiony mercedes (jestem kobietą, więc jedne co mogę więcej powiedzieć, to informacja, że był czarny :P). Kierowca odbiera telefon (później robił to co chwilę, gorąca linia, a nawet trzy) i mówi w pewnym momencie rozmówcy, że wziął autostopowiczkę, no bo zawsze bierze, ostatnio wziął dwóch chłopaków z Łodzi do Katowic, ale zanim dojechali do celu to wybiegli na światłach z jego auta mówiąc , że chcą jeszcze żyć… Robi się ciekawie – pomyślałam. Gdy boję się prędkości to idę spać w autostopie, no ale tu trochę nie wypada, jak jadę sama. Na szczęście Strykowska jest długa, i zanim dojechaliśmy do autostrady to zdążyliśmy się wymienić informacjami, że ja jadę do Japonii, a jego „ex” była na wolontariacie w Wietnamie oraz wspomniana „ex” zdążyła zadzwonić. Dostałam telefon by z nią pogadać, skoro coś nas łączy :P Ona powiedziała na koniec bym się nie bała mojego kierowcy, bo on wariat na drodze, ale bezpiecznie jeździ, że będzie dobrze, bo to dobry chłopak jest, szalony, ale bardzo dobry. I chyba mnie przekonała, co wcale nie znaczy, że nie bałam się gdy kątem oka ujrzałam 260 na liczniku… No ale co z tego, że 260 jak do celu dojechałam godzinę później niż zwykle… bo chwilę postaliśmy w salonie Mercedesa, odstawiliśmy jedno auto, wzięliśmy drugie, a w między czasie trzeba było pogadać z całą Serbską familią, która się tam zjechała… w końcu trzeba omówić, czy kupują zamek w Norymberdze za 2 mln skoro komornik wystawić go chciał początkowo za 10 mln. Ale skoro powiedział, że chce mnie podwieźć do samego celu, no to czekam… No i pod ratusz Arsenał jadę z 3 Serbami. Śmiać mi się chce, bo 8 lat temu, jak zaczynałam stopowanie, NIGDY w życiu by mi nie przeszło, że mogę jechać z 3 mężczyznami w aucie, a do tego sama?! No way! A dziś… nie jestem mniej czujna, ale bardziej oswojona, ufna, odważna i dziarsko pokazująca sobą, że się nie boję. Choć to wszystko dzieje się w głowie, Ci ludzie przecież czy dziś czy 8 lat temu, jeśli by chcieli to by krzywdę zrobili… ale przez tyle lat nikt nie chciał, nie próbował, bo świat jest pełen dobrych ludzi, tylko lepiej się sprzedaje mówienie o tym co złe, dlatego i postrzeganie świata jest takie marne. A ja mówię „nie”, i w niedzielę ruszam dalej autostopem, poznać kolejnych ciekawych ludzi :) Każda rozmowa daje do myślenia, wzbogaca mnie wewnętrznie a przy okazji mogę poznać wykręconych ludzi, mieć dużo śmiechu i zedrzeć sobie gardło śpiewając serbskie hity na full podkręcone w głośnikach podczas pędzenia 260 km/h trasą A2 :)

IMAG0012Ale nie tylko w aucie i na trasie można poznać autostopowiczów… Wracałam z Wawki na prześwietlenie, nie pojechałam A2, tylko starą drogą do Łodzi, przesiadałam się i nie zdążyłam do domu przed lekarzem, więc z trasy, wysadzona przy Kaliskim, poszłam z tabliczką do przychodni. Wchodzę z marszu na rentgen a młody pracownik pyta mnie skąd wracam… szybko zgadaliśmy się o autostopowych podbojach Europy, czy Polski, woodstocku, przywilejach kobiet w trasie itd. Kto by pomyślał, że zwykły rentgen może być tak fascynujący ;)

POLSKA! na kilka godzin :)

Wróciłyśmy! Przy pierwszej Biedronce – foto dla Jacka Wikinga – by wiedział, że my bezpiecznie w domu :) Przy drugiej spełniamy marzenie – wózek do transportu plecaków. Niestety nieporęczny i go porzucamy :P Przy trzeciej spotykamy Olmo, z którym toczę później wiele rozmów o życiu, i mogłabym mu poświęcić z 1000 znaków, więc szczerze mam nadzieję, że jeszcze kiedyś wrócę do uzupełnienia tych pobieżnych czerwcowych postów :) W każdym razie poznajemy Olmo w chwili gdy wraca z 2 letniego pobytu w Australii do domu, do Włoch. Kilka dni temu wysłał mi nawet życzenia urodzinowe :) Dobrze,że istnieje skype i można swobodnie pogadać z końcem świata :) Z Olmo dojeżdżamy (w czwórkę jedną ciężarówką!) do miejscowości, gdzie rozdzielamy się na dwie ciężarówki i jedziemy do Malborka. Tam zostawiamy Olmo, dostaje od nas adres i wie, że następnego dnia do 15 czekamy na niego w domu a potem wybywamy na miasto. Włoch nie ma telefonu, więc kartka z adresem to cenny nabytek. Przed 15 odprowadza nas do domu Dexter, który w drodze powrotnej na przystanek spotyka Olmo, o którym od nas słyszał, ale nie widział, a nasz uroczy Włoch pomyślał, że zagada do jakiegoś przechodnia na osiedlu u Jaskóły, czy nie zna może jakiejś Magdy i tak oto na siebie trafili :D Jak to mówią – kto nie chce szuka pretekstów, kto chce – i tak to zrobi :D Więc los złączył panów i Dex doprowadził Olmo do Magdy do domu byśmy potem mogli razem poszlajać się po Gda ;)

173. 174. 175. 176.

Wspomnienie Olma przypomniało mi kierowców, którzy nas wtedy wieźli… W Olsztynie Magda zaczęła łapać stopa, zatrzymuje się ciężarówka z Jarkiem na pokładzie, z którym również mam nadal kontakt. Wsiadamy w czwórkę, dojeżdżamy do miejscowości gdzie rozsiadamy się na dwa auta. Magda z Anią zostają z Jarkiem bo już go znają, a ja dosiadam się do kolegi Jarka. Póki jadę z Olmo to z nim toczę rozmowę i jestem tłumaczem, ponieważ kierowca jest ciekawy co to za chłoptaś z Włoch. Mam mieszane uczucia co do kierowcy, bo taki trochę gburkowaty się wydał, specyficzny. W Malborku odsiada się Olmo, a potem do Gda zostaję sama z kierowcą i nie mam pojęcia o czym pogadamy, więc siedzę w ciszy. W pewnym momencie nawiązał jednak ze mną kontakt. Otworzył się. Opowiedział mi o swojej żonie, że są ze sobą ponad 20 lat i, że bardzo ją kocha, że tęskni jak wyjeżdża w trasy. W ułamku chwili z gburka zrobił się wzruszającym grubaskiem i urzekł mnie niesamowicie, bo mężczyzna, który mówi z taką miłością o kobiecie, z którą spędził tyle lat zasługuje na uznanie. Przypomina mi jednocześnie mojego dziadka. Zawsze gdy mówił o swojej żonie to w jego słowach była miłość i to było piękne :)

Gdy dojechaliśmy do Gdańska podziękowałam mojemu kierowcy i podeszłam do Jarka i dziewczyn. Jarek zaczął się zgrzewać ze mnie, że trochę pewnie ciężko mi się jechało. I faktycznie miałabym takie wrażenie gdybym wysiadła w Malborku, ale powiedziałam im, że mój kierowca (jak zawsze nie pamiętam imion :( ) jest wyjątkowym, i opowiedziałam o jego miłości do żony :) A Jarek to gość młody duchem, ma dziecię kilkuletnie, ale duszę nastolatka, być może dlatego tak dobrze się z nim zgadałyśmy :)

Babski wypad w las

Majóweczka 2015. Dni tylko 3 więc znów ruszam w Polskę zamiast na gorący wschód. Tym razem na celowniku ukochane miejsce na ziemi, moje miejsce na ziemi, mój las, moje drzewa, ścieżki, tajemne przejścia, cypelek od zachodów słońca, piracka wyspa, abordaż na lipę, nocne molo, ogniska… Miliony wspomnień w miejscu, gdzie kształtowano mój charakter wielokrotnie :) Biały Bór – to tam, pomiędzy Białym Borem a Trzmielewem jest taki kawałek lasu, gdzie drzewa tworzą mój dom. Nie o tym miejscu jednak chciałam, choć bez ciepłych uczuć dla BB nie jestem w stanie pisać ;) IMAG1704 IMAG1703Jak zwykle w podróż udałam się autostopem. Tym razem z Agatką ruszyłyśmy razem z Łodzi, a na miejscu miały do nas dołączyć Ania z Magdą – z Gdańska. Taki babski wypad, przez dużą część społeczeństwa mógłby być nazwany survivalowym. Śpimy w namiocie (dupy nam nieźle wymroziło :P), myjemy się w wodzie z jeziora, gotujemy na ognisku, nie mamy zasięgu, o prądzie nie wspominając. By zjeść ciepłą kolację, bez benzyny czy wspomagaczy, rozpalamy ognisko z mokrego drewna. Siedzimy w leśnej ciszy, którą przerywają dźwięki ukulele, nawet moczymy nogi w jeziorze. Dla nas – norma. Dla wielu survival. Do BB wiozło nas chyba z 6 albo 7 kierowców, w tym tylko jedna para, a tak to sami mężczyźni i każdy kolejny pytając się gdzie jedziemy dziwił się, że w las, następnie sugerował, że na pewno czekają w lesie na nas fajni mężczyźni, a potem nie dowierzali jak słyszeli, że cztery baby będą same w lesie… toż to się w głowie nie mieści! CAM01102a CAM01099 CAM01098I to właśnie zadziwia mnie w stereotypowym postrzeganiu naszych ról… Mężczyźni samotnie jadący w las – spoko – męski wyjazd i wszystko gra. Albo jak jadą na ryby…też spoko! A my? Kobiety? W las?! ech. Z jednej strony smutne, a z drugiej całkiem zabawne :P Tak czy siak, spędziłam wspaniałe dni w lesie, walę ogniskiem i jestem najszczęśliwszym ludzikiem na świecie :) Kocham ten las, ten klimat, tę ciszę… Moje miejsce na Ziemi CAM01091

Grudniowy autostop

Stopowałam w grudniu przez 3 dni, znajomi krzyczeli żem szalona, bo mróz, pizga złem i w ogóle tragedia. Fakt, pizgało, nawet przez moje milion warstw, ale było warto. Jak zwykle warto – bo ludzie :) Chcę tu krótko napisać o człowieku – małej inspiracji przypominającej o tym co w życiu jest ważne :)

Sławek jest łodzianinem mieszkającym od wielu lat w Gdańsku, wyprowadził się za żoną. Pracował, jeszcze więcej pracował, zdobywał dobra materialne, ścigał się ze szczurami, aż któregoś dnia leżąc na kanapie po pracy i przeglądając kanały w swoim wielkim telewizorze uświadomił sobie, że stał się jak jego ojciec, czego zawsze pragnął uniknąć. Wstał i postanowił odmienić swoje życie. Zmienił nawyki żywieniowe, zmienił pracę, tryb życia, zaczął się ruszać i uprawiać yogę. Dziś jest bardzo szczęśliwym i wypoczętym człowiekiem, trenerem yogi, silniejszym od niejednego młodziaka, zdrowym i wysportowanym mężczyzną. Jest najszczęśliwszy z całego swojego okresu życia :) A spotkać go można np. w galerii Manhattan na zajęciach z yogi ;) Polecam!

Chatka Górzystów czyli śpiewanki i naleśniki.

Zaczynam powoli gubić się ile było już „edycji” chatki, ale ogromnie się cieszę, że mogę próbować się doliczać, bo to znaczy, że trwa coś fantastycznego – moi bliscy raz do roku zjeżdżają się do Chatki Górzystów, za dnia chodzimy po górach, wieczorem jemy super naleśniki a całe noce śpiewamy przy gitarach. Chatka to miejsce, które mnie wzrusza, bo to niesamowite, by tylu ludzi mi bliskich zbierało się w jednym miejscu. Fakt, że mogę na nich patrzeć, słuchać ich, być obok – czyni mnie mega szczęśliwą :) Brak mi słów by napisać coś więcej.

DSC03553Chatkę odkryliśmy z Kaczorem przypadkiem… 16 kwietnia 2011 roku, po odwiedzinach niedziałającej już od lat bazy w Złotym Potoku. Chatka urzekła nas od wejścia. Kilka grupek ludzi skupionych w około ognia i gitar, gwar, śmiech, radość. Było tak miło, swojsko. Postanowiliśmy, że do Chatki musimy zabrać naszych najbliższych :)
20110417030W październiku tego samego roku ruszyliśmy z pierwszym podbojem chatki. Wypadło to na trzeci weekend października, i tak już zostało. Myśl była prosta – jeśli ktoś za 20 lat pomyśli – pośpiewałbym w górach – to może wpaść do chatki w trzeci weekend października – my tam będziemy :) Rezerwacja na nazwisko Rędzikowska ;)
Zdjecie0204Druga edycja chatki odbyła się w składzie poszerzonym o Wrocław i Warszawę. Najbardziej zabawny jest fakt, że rok wcześniej byliśmy również razem w chatce, tylko, że wtedy się jeszcze nie znaliśmy. Poznaliśmy się w grudniu by móc w następnym październiku pojechać razem. Przypadek? Nie sądzę ;)

DSC_0441 DSCF2492Trzeci raz, w październiku 2013 upłynął pod znakiem pięknej pogody i pięknych zachodów słońca. Śpiewaniu nie było końca, szczególnie,że dołączyli do nas kolejni gitarzyści z Gdańska. A Dyga Dyga pom pom…oraz cała ekipa położnych :) To również niesamowite, że tylu gdańszczan potrafi przejechać całą Polskę, czasem tylko na jedną noc. Czyż oni nie są wspaniali? :)

DSC03541 DSC03548 DSC03580aa DSC03604Raz trzy i pół odbył się na koniec lutego – był to nowy projekt – chatkowanie zimą – na biegówkach. Zebraliśmy ekipę z chatki numer trzy i ruszyliśmy w weekend gdy odbywał się bieg Piastów. Napotkaliśmy tylko jeden problem i nie był to fakt, że nikt z nas nigdy na biegówkach nie jeździł ;) Nie było śniegu…(tylko wysoko na Śnieżce – skąd zdjęcie). Powędrowaliśmy więc trochę po górach, noce prześpiewaliśmy i zaczęliśmy szykować się na październik :)

IMAG1030Doszłam teraz do naszej ostatniej wizyty w chatce, kolejnej przełomowej. Pierwszy raz z Łodzi przyjechał ktoś więcej niż tylko ja i Paweł. Przyjechały nas ze trzy samochody i ktoś się kopsnął PKP. Do tego przyjechały dwie mamy. Łódź się czaiła, a jak się przyczaiła to zaatakowała po całości ;) Ewa z Szarkim cieszyli się, że pomimo rocznej nieobecności ludzie ich pamiętali. A dla mnie to takie oczywiste – jak można zapominać tak fantastycznych ludzi? No nie można :) Ostatnią chatkę wygrywa niebo i gwiazdy w piątkową noc. Takiego cudu nigdy nie widziałam. Nie można tego opisać. Trzeba to przeżyć. Jak kurs ;)

IMG_4048 OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Każda chatka wiąże się dla mnie z inną przygodą, niemalże innym środkiem transportu, od PKP,PKS przez autostop po mojego Piotrka, którego ostatnim razem odpalałam od samochodu Supła. Zawsze wracając z chatki opowiadam spotkanym ludziom o tym niesamowitym dla mnie miejscu i czekam dnia, gdy ktoś z nich właśnie wtedy się w chatce pojawi. Nie mój znajomy, ale właśnie taki przechodzień… „Dom mój otworem stoi dla takich jak Wy”, a Chatka, to trochę taki mój dom w górach. Pierwszy raz użyłam takiego określenia względem chatki, aż coś się we mnie poruszyło.

DSC03626Chatka to dla mnie synonim szczęścia i przyjaźni, gitary, klimatu, bliskości i ciepła. Chatka to dobro jakby powiedział Kowlak. Do chatki zapraszam – trzeci weekend października :)

Czeczeńscy cyganie.

Czasem ludzie pytają mnie czy nie boję się samotnie jeździć stopem. Ogólnie nie, chyba, że wpadnie mi w głowę jakaś głupia wkrętka. Czasem jednak zdarza się tak, że kierowca faktycznie przyprawia mnie o ciarki. Są dwie sytuacje gdy czuję lekkie zagrożenie życia: nadmierna prędkość i niewiadome zamiary. Z prędkością radzę sobie zdecydowanie lepiej – idę spać – nie chcę widzieć jak umieram ;) Wyjątkiem są kabriolety – tak mi wieje, że tylko odliczam kiedy wreszcie wysiądę. Jeszcze nie jechałam przepisowo kabrio…

Gorzej jest z zamiarami. Kiedyś mówiłam sobie, że nie wsiądę do auta z dwoma mężczyznami, ale nie zdarzyło mi się odmówić podwózki z tego powodu. To, że jest ich dwóch nie budzi grozy. Zaniepokojenie pojawia się gdy mężczyzna schodzi na specyficzne tematy, ogólnie mówiąc czai się mniej lub bardziej by zaproponować Ci seks. Za pierwszym razem gdy usłyszałam propozycję seksualną wyszłam ze stopa obrzydzona, nie wierzyłam, że tak można, bo zaufałam człowiekowi, który mnie wiózł – wzbudził we mnie uczucia, jakby był moim opiekunem, był w wieku mojego ojca, a tu nagle wyskakuje nam z seksem. A fuj!

VLUU L310W L313 M310W / Samsung L310W L313 M310W

Dziś, będąc po kolejnych kilku propozycjach seksualnych po pierwsze wiem jak się zachowywać a po drugie już mnie tak to nie obrzydza, ponieważ mnie już nie zaskakuje. Uważam, że w chwili propozycji trzeba kategorycznie odmówić i twardo wiedzieć czego się nie chce. Zawahanie spowoduje, że kierowca będzie wracał do swoich propozycji. Bez tego też będzie wracał, ale mniej śmiało. Zawsze w takich sytuacjach twierdzę, że jestem w super związku, mocno wierząca, zdrada jest niemożliwa, właśnie jadę do swojego narzeczonego albo jeśli to daleko od kraju to mój narzeczony został ponieważ nie dostał urlopu itd.

Czy wożę ze sobą gaz? Nie. Kiedyś woziłam w kieszeni nóż. Dla komfortu psychicznego gdy zaczęłam samotne stopowanie, w parze nigdy tego nie robiłam. Nigdy też nie zamierzałam używać noża w celach obronnych. Przestałam go wozić w dniu gdy zdałam sobie sprawę, że nie jestem w stanie otworzyć go jedną ręką w kieszeni ;) Zresztą, już się oswoiłam z samotnym podróżowaniem i nie potrzebuję psychicznego uspokajacza ;)

Wracając jednak do czeczeńskich cyganów… Przejechałam całą Europę i nie spotkała mnie tak dziwna sytuacja, ale za to jadąc z Łodzi do Warszawy zdążyłam się natknąć na wcześniej wspomnianych panów o szczerych, wyszczerbionych, złotych uśmiechach. Łapałam stopa po ciemku i nikt się nie zatrzymywał, a ja śpieszyłam się na kurs do Waw. Ktoś się w końcu zatrzymał. Wsiadam. Blachy były Słowackie, dwóch słowian – ich się nie boję. Jednak kierowcą był 40 letni mężczyzna z 9 żonami w Czeczeni i 6 kochankami w Europie. Zdradza na prawo i lewo bo ma duże potrzeby seksualne i nie wierzy w wierność. W Polsce zajmuje się pewnymi biznesami, o których nie chce mówić. Zaprasza mnie na obiad, kawę, cokolwiek – po tym jak za każdym razem odmawiam w mojej głowie po połączeniu faktów rodzi się wizja, że wsiadłam do samochodu właściciela burdeli. Myślę sobie – zajebiście. A tata tak nalegał bym tym razem jechała pociągiem. Wyczuł? Cygan proponuje byśmy się spotkali na godzinę. Odpowiadam – teraz się widzimy a podróż trwa godzinę. Dopowiada zatem, że chce sam na sam ze mną, że powinnam poznać miłość z cyganem, że to najlepsi kochankowie, że Hiszpanie czy Murzyni przy nich to tylko namiastka seksu. Gdy wtedy znów mu kategorycznie odmówiłam dał już spokój. Przez 40 minut mój mózg się lasował, a pot spływał lekko po plecach. Nie, niekoniecznie ze stresu, po prostu było gorąco w aucie. Serce uspokoiło bicie gdy przeszedł wtedy na temat swojego syna (to temat, który pozornie budzi moje poczucie bezpieczeństwa, przecież jak ktoś jest rodzicem to nie może być zły…), biznesu z Chińczykami, który nie jest prostytucją a sprowadzaniem chińskich pierdółek i rozprowadzaniem ich po Polsce. Gdy wysiałam w Warszawie było już miło. W sumie cały czas było miło, tylko nie umiałam tego dostrzec :P Cygan ochoczo pocałował mnie w dłoń na pożegnanie, znów próbując mnie przekonać do kolacji. Nie odstraszyło go nawet, że jestem starsza niż jego najstarsza żona.. Wciąż wierzył, że mam jednak 20 lat… To akurat miłe ;)

Gdy odjechali zaczęłam się śmiać. Cała historia bawi mnie do dziś, choć pamiętam uczucie stresu jakie mi towarzyszyło ;) Tak szczerze licząc, to na tyle samochodów, którymi jechałam, odsetek „seksualnych” kierowców jest niemalże znikomy. Do tego nigdy nie było niebezpiecznie, nigdy nikt mnie nie dotknął. Zawsze kończyło się na słowach. Dlatego wciąż czuję się bezpiecznie w autostopie i wciąż wierzę w dobrych ludzi, a czeczeńscy cyganie są spoko :)

Prelekcja 2.12.2014

Wczoraj udałam się na co wtorkowe śpiewanki do pubu Keja z zamysłem by poza śpiewaniem dogadać się w sprawie prezentacji. Ola prosiła by było to przed listopadem, by móc też uczestniczyć zanim wybędzie na 4 miesiące do Afryki. Okazało się jednak, że najbliższy wolny termin to 2 grudnia. W sumie to cieszy mnie to bardzo, bo to znaczy, że w mym zacnym mieście mamy wielu podróżników, którzy chcą dzielić się swoją historią :)

Usłyszałam też na końcu wczorajszej prelekcji, że autor ma bloga, na którego zaprasza, ale nic na nim jeszcze nie ma. Obiecał kiedyś to naprawić. Wątpiąc w niego wątpię w siebie, ponieważ ten właśnie oto zacny blog staje na nogi od półtora roku… ale może kiedyś powstanie :) Jak pisał Pasikonik – „założyłem bloga dla moich rodziców” – ja również. Ale 8 lipca, na ponad 2 miesiące przed końcem podróży zabrakło mi zapału by szukać gdzieś internetu i użerać się z komórką, no, 8 lipca wyjechałyśmy w góry, więc nawet nie było gdzie szukać WiFi przez tydzień ;) Jeśli więc coś uzupełniać, to po powrocie :P

Skoro wróciłam tydzień temu do Polski – to oto zdjęcie z powrotu do mojego ukochanego kraju wraz z historią z nim związaną. Otóż stałyśmy na wylocie z parkingu przy autostradzie prowadzącej z Barcelony do Francji. Wymyśliłam, że będę machać polską flagą co by jakiś polski kierowca zauważył mnie z autostrady i podał przez CB radio do innych Polaków by zjechali po nas. Plan niestety został tylko w mojej głowie, ponieważ żaden kierowca z autostrady nie wyłapał mojej idei, ale trąbili – czyli widzieli nas! Trudno. Natomiast zatrzymała się hiszpańska ciężarówka, z której pierwsze słowa jakie padły to: „Witam rodaczki!” :) Flaga więc pomogła i dowiozła nas aż do Kolonii – to jest 1380 km bliżej domu, zapewniając nocleg w ciężarówce, nocne oglądanie „Jak wytresować smoka 2”, wrzątek i darmowe toalety :)

85.