Jyvaskyla i Panu – najlepszy host na Świecie!

To tutaj uczę się rozumieć Finów, dowiaduję się dlaczego nieśmiali Finowie wchodzą razem nago do sauny, albo razem nago do rzeki i dlaczego nagość nie jest wstydliwa. Próbuję wyciągnąć Finów do tańca, bezskutecznie. Obieram tonę truskawek a Panu tłumaczy dlaczego mężczyzna jeśli chce mieć żonę to musi umieć gotować :) Polubiłam Panu, jak starszego brata i mam wielką nadzieję, że jeszcze nasze drogi się kiedyś spotkają :) To tutaj mieszkam w największej chacie dotychczas, u skromnych ludzi, których swoją wiedzą zapracowali sobie na to co mają. Opodal Jyvaskyla odwiedzamy pierwszą, letnią, skandynawską chatkę, wyruszamy na podbój jeziora motorówką i korzystamy z latryny wielkości połowy mojego pokoju, z miejscem na dwie pupy i obrazami wewnątrz :) Do tej pory w głowie brzmi „EEEEEEEEEEEEEEJ” gdy widzę zdjęcie Panu i jego psiaka :)

Aj! i to tu pierwszy raz zażywamy sauny, takiej bardzo prawdziwej, gdzie rozmawia się o życiu. Oczyszcza nas zewnętrznie, wewnętrznie i emocjonalnie, za radą Panu.

135. 136.

aż muszę podpisać – to sama gimnastyczna na ichniejszym Uniwerku, a poniżej szczupły sobowtór mojego kota, za którym hm… no stęskniłam się!

137. 138. 139. 140. 141. 142. 143.To tu moja miłość do Finlandii nabiera takich rozmiarów, że decyduję w głowie, że jeśli życie za granicą – to tutaj :) Polubiłam mentalność Finów. Ciężko się do nich dostać , ale jak się dostajesz to na zawsze :)

Oulu

Oulu to ludzie! To Jusi, opiekun Kimmo, wybawca mojej kontuzji, empatyczny, dobry. To Kimmo, mężczyzna z zanikiem mięśni i wielkim marzeniem o normalnej rodzinie, o miłości… To Ati, wariat, pół Turek, pół Fin, od 14 lat w Finlandii i bez znajomości języka. Uparciuch. Oulu to próba zrozumienia innego człowieka, to nauka, to jeszcze tona selfi i opowieści z podróży, bo Kimmo to też podróżnik :)

133. 134.

Szlak Niedźwiedzia

Pod granicą rosyjską biegnie szlak niedźwiedzia, przez wiszące mosty, pomiędzy dolinami i wzgórzami. Kąpiemy się w krystalicznych jeziorach, gubimy mapę, oglądamy renifery skąpane (jak w deszczu ;) ) w rzece, śpimy w przydrożnych pięknych chatach, maszerujemy nocą, ale za dnia, śpiewamy szanty by nie goniły nas jednak tą nocą niedźwiedzie, za to komary nas zjadają mimo środków im nieprzychylnych i wymyślamy pomysł na genialny biznes! :> A! I jemy księżniczkowe ciasteczka :> Oczywiście o ostatnie gramy zapewne partyjkę w tysiąca ;)

122. 123. 124. 125. 126. 129. 130. 131. 132.

Rovaniemi i wizyta u Świętego Mikołaja :)

Pierwsze „większe” miasteczko w Finlandii do jakiego zawitałyśmy to Rovaniemi, z wizytą u Joulupukki :) W drodze do którego mijał nas częściej renifer niż auta. Ta cisza, ten spokój, ta pustka… <3

113. 114.Piknik nad rzeką po której pływa sauna w towarzystwie koreańczyka po couchsurfingowym spotkaniu :)

116.Miasteczko pełne architektury spod ręki Alvaro Aalto…oraz plac zabawa pod wezwaniem wściekłych ptaków :)

115.I to co najważniejsze… Wizyta u Świętego Mikołaja! A nawet u dwóch świętych ;) U tego prawdziwego nie można było robić zdjęć… a miejsce tak magiczne, tak zaczarowane, że nie ma mowy by ktokolwiek nie poczuł się tam jak w dzieciństwie, beztrosko i magicznie! <3

117. 119. 120. 121.I żegnamy się ze strefą polarną, wychodzimy z tego koła podbiegunowego! ;)

118.

Finlandia i pierwsze renifery <3

Tak! Od progu Finlandia przywitała nas niesamowitością! Reniferami <3

Kiedyś dopiszę historię jak to mnie one pogoniły… bo to nie jest jak z jelonkami czy łaniami, że płochliwe, że nieśmiałe. Nie, nie. Renifer to dziarski zwierz! Do tego korkujący niejedną drogę na północy :D

107. 108. 109.W oczekiwaniu na pierwszego skandynawskiego stopa…bez angielskiego! Komary chciały nas zabić :/ Magda również :P

110.Mój przyszły-niedoszły mąż ;)

111.Bo jak Finlandia – to produkty mleczne – najróżniejsze – najpyszniejsze! Z krową turystką na czele oraz kremowym jogurtem naturalnym :)

112.