Tartu – miasto studentów

Tartu wywołało mieszane uczucia. Miasteczko piękne, ale host dał nam popalić za wszystkie czasy… o matko huto tragedio największa! Tydzień po mnie, zupełnie nieświadomie, trafia tam kumpel z klasy, Jezier. Host nie miał złego dnia, on po prostu był zły, a mnie uraz trzyma po dziś dzień :P

Ale Tartu to też odkrywanie estońskiej kultury, ucieczka do muzeum nauki, podniebny rower, wymarzony labirynt z luster i parę innych dobroci :) A! I wielka macica :D oraz kościół bez dachu, niby w ruinie, ale jakiej pięknej ;) W Estonii nikt nie bierze ślubu. Nikt też nie wierzy. Ludzie jednak żyją w narodowej zgodzie i są dumni ze swojego prezydenta oraz zadowoleni z ludzi rządzących. Na prawdę miło było tam być :) Poznałam też chłopaka z kadry narodowej w Badmitonie! :D (bez ściemy, wymienił mi z kim grał z naszej kadry, więc to nie może być przypadek! :D)

157. 158. 159. 160. 161.

W ogóle w tym „wyjątkowym” kościele była wyjątkowa, jak na Estonię, uroczystość – ślub :) i to w wyjątkowy piątek ;)

Reklamy

Tallin – spełnione oczekiwanie :)

Wszyscy mówili, że Tallin wspaniały. Oczekiwania rosły. A miasto i tak nas przerosło :) Pięknie, wspaniale, średniowiecznie, magicznie, uroczo :) Kultura estońska to takie pomieszanie fińskiej z rosyjską, to wielka duma narodowa, 23 lata niepodległości co jest ich rekordem. Wreszcie bardziej ludzkie ceny, zakupy na bogato, 25% mniejszość rosyjska i niesamowity akcent, narodowa potrawa KAMA – do tej pory mam trochę zachowane w lodówce, na specjalną okazję :>

153. 154. 155. 156.