Porto – miasto mgły i mostów :)

Nie znalazłyśmy tu hosta, ale bardzo chciałyśmy zobaczyć to miasteczko na wzgórzach. Nogi schodziłyśmy.Zobaczyłyśmy pierwsze Azulejos – czyli ceramikę ozdobną na elewacjach i dekoracjach wewnętrznych oraz spróbowałyśmy portugalskiego przysmaku – i serio – jest pyszne!! :) Babeczki kruche z budyniem w środku :) A w ogóle! To wciąż zapominam stwierdzić to głośno, że uważam, że zasługuję na sprawność mistrzowską – mistrze selfi – wyrobiła się na tyle, że za pierwszym cyknięciem pięknie kadruję zdjęcie – jesteśmy i my i tło! I to już od kilku ładnych postów ;))

27. 29.Noc spędziłyśmy pod namiotem między biurowcami, i to tylko dzięki Ani, bo ja już załamana sytuacją i zmęczeniem chciałam usypiać w budce telefonicznej :P Ale od początku… podobno Bombejros (uwielbiam tę nazwę :D ), czyli tutejsi strażacy, nocują pielgrzymów. Chodziłyśmy więc od drzwi do drzwi remizy w poszukiwaniu kawałka dachu nad głową, niestety nikt nie chciał nam pomóc. Chociaż nie, jeden strażak wykazał się inicjatywą, oraz dobrą znajomością angielskiego, bo był na Erazmusie…chyba nawet w Polsce jeśli mnie pamięć nie myli, w Krakowie… niestety jego przełożony nie był tak empatyczny i nas wyprosił. Dobry strażak pokierował nas do bezpiecznego paku, gdzie spokojnie możemy się rozbić. Może i by było spokojnie, ale jak dotarłyśmy to zastałyśmy park otoczony wysokim murem, z zamkniętymi bramami, a obok niego, budkę telefoniczną, gdzie stwierdziłam, że już nigdzie więcej nie idę :P Na szczęście, co jest wielkim plusem podróżowania grupowego, Ania miała jeszcze trochę zapału i nie pozwoliła mi tam zostać. W hostelu chcieli 40 euro za noc (śmieszni są :D), a na klatkę schodową nikt nas nie chciał wpuścić. Rozbiłyśmy się więc na pasie szerokości 1,5 m zadrzewionej zieleni, pomiędzy biurowcami, w końcu wciąż byłyśmy w dużym mieście… Z powodu lokalizacji, już o 7 rano miałyśmy zwinięty namiot… dzięki czemu mogłyśmy powitać świt nad rzeką, z widokiem na wynurzające się z mgły mosty :)

30. 32. 33. 34.Z Porto wyszłyśmy pieszo na wylotówkę i tak w sumie się działo przez całą zachodnią część wyprawy. Ani razu nie wsiadłyśmy do autobusu co również miało wpływ na to, że 4 tygodnie w gorących krajach kosztowały mnie ze zwiedzaniem, noclegami, jedzeniem, 400 zł :) Ale wracając do wylotówki, to spotkałyśmy tam dwie Niemki, trzeba więc było poczekać aż one coś złapią, a stały ponoć od rana… Po jakimś czasie zrezygnowały z dalszego łapania a my zajęłyśmy ich miejsce, bez pobocza, z wylotem na autostradę, ale nie było innego… Co to za różnica dla portugalczyka? Oni zatrzymują się wszędzie! Oczywiście, o ile tego chcą… A z reguły nie chcą, bo boją się autostopowiczów, myślą, że chcemy ich zabić :P serio :/

Zatrzymuje się w końcu dwóch motocyklistów, z takimi przyczepkami z boku i chcą nas zabrać nad Ocean… a my… głupie… odmawiamy, bo przecież cel na dziś to Coimbra, czego żałujemy już 2 minuty po tym jak odjechali chłopcy na motocyklach… Niemniej był to jednak początek szczęścia, bo chwilę później zatrzymuje się biznesmen z synem, którego wiezie właśnie na uniwerek do Coimbry, na egzaminy wstępne na uczelnie. Ojciec świetnie mówi po angielsku, a my możemy dowiadywać się pierwszych faktów o portugalskiej kulturze :)

28.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s