Algarve – południe plaż, jaskiń i Oceanu :)

Wywiózł nas profesor z Uniwerku (coś miałyśmy do nich szczęście :)) , biolog. Godzinny odcinek pokonałyśmy w 3h, ale po drodze zwiedzałyśmy różne zakątki, które chciał nam pokazać. Niestety nie byłyśmy w stanie okazać zachwytu roślinnością nas otaczającą, zabrakło Magdy. Mimo to Carlos wciąż próbował nauczyć nas rozróżniać pewne gatunki drzew/krzewów :) Pokazał nam najpiękniejszą z wszystkich plaż, niestety zasnutą chmurami, które pojawiają się tam dwa razy do roku… ale potem sobie wygooglałyśmy co trzeba ;) No ładnie tam ;)

58. 59.Od profesora przesiadamy się do pary 40 latków. Wysiadają ze stopa, witają nas na policzek, bo tam wszyscy są tacy otwarci. Więc idąc tym tropem pytają nas czy nie planujemy ich zabić i czy nie mamy ze sobą jakiejś broni :P Dobrze, że budzimy z Anią zaufanie, bo inaczej nigdzie byśmy nie dojechały :P W każdym razie, w oczekiwaniu na stopa, dokończyłyśmy naszą wersję portugalskiego Fado, które zaczęło powstawać w dniu gdy cały dzień próbowałyśmy bezskutecznie wyjechać z Lizbony… Coś w tym jest, że jak zakładamy kapelusze, wyjmujemy ukulele, śpiewamy łapiąc stopa, to trochę Ci Portugalczycy nam bardziej ufają, uśmiechają się częściej i chyba częściej się zatrzymują ;)

61. 65. 60.Wspomniana para wywozi nas na samo południe, na piękną plaża skąpaną w złotym słońcu ;) Tu robimy sobie dwudniowy odpoczynek, leżymy plackiem na piasku, spalamy sobie tyłki (pierwszy raz w tym sezonie wystawione na słońce :P), kąpiemy się w zimnym oceanie i obserwujemy przypływ. Pierwszą noc spędzamy pod namiotem, który, stawiamy za pomocą kamieni! Takie z nas harcery, a co! :D Druga natomiast mija nam na plaży, pod gwiazdami, ze śpiewem na ustach i piękną nocą :) Tej drugiej nocy nie stawiamy namiotu, ale w nim śpimy. Rano wszystko co było w namiocie jest mokre… mimo, że z nieba nie spadła ani jedna kropla deszczu… No cóż, taki nasz urok ;)

63. 64.Drugiego dnia wyruszyłam rano na podbój sklepu… Ale okazało się, że jesteśmy na plaży w strefie willowej… Więc sklepów tu nie ma , każdy ma auto, a droga do Lidla daleka… nie było mnie dobrze 3 godziny, ale Ania się nie zaniepokoiła. Wiedziała, że wrócę :P Po drodze zwiedziłam nasze miasteczko, czyli wschodnią część Portimao, zobaczyłam gdzie bociany przylatują na zimę, oraz odnalazłam kolejnego Baden – Powella :D W Portugalii skauting jest bardzo popularny, a Robert zawsze na propsie :D

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s