Orlean i (nie)typowy Francuz

Pierwszy przystanek po pokonaniu 1600 kilometrów… Orlean i ciepłe bagietki, od wtedy do końca podróży :) Sebastian latający na paralotniach, rosły, wielki, zupełnie nie francuski. Zacieszający się z tego, że „złotówki” istnieją na prawdę, a nie są wyimaginowaną walutą z jego dziecięcej kreskówki :D Fascynat Tajlandii oraz płatków śniadaniowych. Tak, tam też rozpoczęła się i moja fascynacja tym produktem :D Sceny bijatyk na ulicy – norma, oni się tylko tak bawią. Czerwone światło nie istnieje. Karuzela jak z bajki, i początek szlaku wielkich, nie tylko rozmiarem, gotyckich kościołów. Za to pokochałam zachód – za architekturę. Nigdy kościół jak kościół, wszędzie to samo, ale jednak zupełnie nie. Każdy inny, zachwycający :)

01. 02. 03. 04.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s