Bohhhdo!

Czyli wyprawy część dalszy w mieście wina i nocnych imprez. Bordeaux, to tutaj wyśmiano mój akcent, kto jak kto, ale, że to Francuz zrobił… Ten wyjątkowo mówił bardzo zrozumiale po angielsku, ale mimo wszystko! :P

W oczekiwaniu na hosta zaopiekował się nami właściciel kawiarenki, uraczył słodkościami i kakaem w butelce oraz odgonił nachalnych, czarnoskórych emigrantów. Tak bez słowa, bo nic nie znał po angielsku, a my nic po francusku, się nami zaopiekował, do późnej nocy, gdy to nasz host powrócił z medytacji. Następnego dnia wróciłam do niego z dziękczynnym listem, który napisałam po francusku dzięki pomocy couchsurfera :) Bariery? Są tylko w głowie :)

A w mieszkaniu… inny świat. Na pewno nie francuski. To było mieszkanie obywatela świata. Na pewno :) Chłopak był z wykształcenia konstruktorem, pracował na kontrakcie 2 lata w Nowej Zelandii, powrócił z niej bez garnituru, ale z nową pasją tworzenia nietypowej obudowy sprzętu nagłaśniającego, zamiłowaniem do yogi i duchowości. Raczej już dróg nie zbuduje ;)

Nocne zwiedzanie Bordeaux zawsze na propsie! :) Spacerujemy, natrafiamy na rozstawionych ludzi, tańczących w parach coś na kształt swinga, mega atmosfera, radość, aż chciałoby się złapać jakiegoś przechodnia i wciągnąć do tańca – taki minus bycia kobietom – bez prowadzącego partnera lipa :P

05. 06. 07. 08. 09.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s