Droga Atlantycka

To jedno z tych miejsc, o którym naoglądałyśmy się filmików i bardzo chciałyśmy je zobaczyć. Magda marzyła o złej pogodzie, nie dopowiedziała jednak bogom, że chodzi jej o mocny wiatr by fale zalewy tę najbardziej niebezpieczną drogę, więc ze złej dostałyśmy bezwietrzny deszcz. Gorzej być nie mogło, choć jeszcze mogłyśmy trafić na wcześniejsze zamknięcie drogi ze względu na warunki atmosferyczne. Dla przeciętnego polaka chyba jest to niewyobrażalne, że można zamknąć drogę bo śnieg, deszcz, wichura, cokolwiek. Jednak w Norwegi wspomniana droga wije się pomiędzy kolejnymi mini wysepkami, wchodzi w górę i schodzi w dół, jest malownicza i fascynująca… ale zanim ją ujrzałyśmy trzeba było pokonać kilka kilometrów stopem.

074.Dnia 17 lipca opuściłyśmy Alesund, do trasy prowadzącej na drogę Atlantycką dowiózł nas kolejny wyemigrowany Niemiec, który miał żonę Polkę. Przesympatyczny człowiek, fan naszej kaszanki i pierogów :) Prowadzi ośrodek nieopodal, zostawił wizytówkę, być może kiedyś go odwiedzę. Oczywiście zrobię to wtedy gdy będę bogatym zewnętrznie człowiekiem (w sensie ktoś będzie mi dużo płacił za coś co lubię robić :P) i stać będzie mnie na wynajęcie pokoju w ośrodku nad oceanem w Norwegi. Póki co jest to abstrakcja i wierzę, że prędzej ten człowiek znów weźmie mnie na stopa ;) Od miejsca gdzie nas wysadził dzieliło nas już niewiele do naszego celu, ale tylko jezdnia dzieliła nas od oceanu! Pierwszy raz w życiu mogłyśmy stanąć na brzegu otwartego oceanu, za którym gdzieś tam przecież widać Amerykę. Śmieszne uczucie. Gdy myślałyśmy o tej chwili miałyśmy plan kąpieli, ale warunki pogodowe bardzo nam to wybiły z głowy. Siąpiło, było wietrznie, chłodno. Poszłyśmy jednak po kamorkach by dotknąć oceanu. Ja z moim ciężkim plecakiem szłam jak najdalej po śliskich kamieniach, dziewoje porzuciły plecaki wcześniej. Sprytne – pomyślałam – miały na plecakach przeciwdeszczowe pokrowce, najpierw leżał jeden plecak pokrowcem do kamienia, by nie zmóc od spodu, a na nim leżał odwrotnie drugi plecak, pokrowcem do nieba, by również nie zmoknąć. Taki los trzeciego – mój plecor leżał sam, bliżej mnie. Po jakimś czasie jak już sobie popatrzyłyśmy na ocean zorientowałyśmy się, że konstrukcja dziewczyn padła, a plecak Magdy wylądował w wodzie… No przecież, jak mają być nieszczęścia to tylko stadami ;)

078.Stanęłyśmy więc w deszczu i czekałyśmy aż ktoś się zatrzyma. Jak już wspomniałam, Magda pojechała w dziurawych starych trekach, więc najszybciej zrobiło jej się zimno i mokro, a jak jeszcze dołożyć do tego mokry plecak z mokrym śpiworem to już nieszczęście gotowe! Magda o 18 stwierdziła, że już chce się rozbić przy tej drodze, że nikt nas nie weźmie, że kierowcy mają z nas tylko bekę, że pada, że zimno, głodno i tragedia. I to był ten moment dla którego docenia się jeżdżenie w więcej osób niż jedna. Zwątpienie, z którego może Ciebie ktoś wyciągnąć. Tym razem byłam wspierającą ale półtora miesiąca później to mnie wspierano. Powiedziałyśmy Magdzie, że nie ma sensu tu zostawać na noc, że trzeba chociaż w pobliże jakiegoś miasteczka dojechać, przecież w końcu się uda! (Ale to grzecznie brzmi :P Jasne, były wióry, kłótnie, brzydkie słowa, ale z czasem wszystko we wspomnieniach łagodnieje :P) Nie stałyśmy jakoś strasznie długo na tym odcinku, ale pogoda potęgowała wrażenie wieczności. Zatrzymał się dla nas pewien Norweg na urlopie. Pojechał specjalnie na drogę atlantycką by porobić jej kilka fotek. Idealne rozwiązanie dla nas! Będziemy mogły się lepiej przyjrzeć kolejnym jej fragmentom :)

079. 080.Imponująca, prawda? :)

Kawałek za drogą zaczyna się miasteczko Kristiansund gdzie dojeżdża się podwodnym tunelem, ale poza świadomością ton wody nad Tobą, jest to nadal zwykły, norweski tunel, tyle, że jeszcze droższy niż inne :P Tam rozstajemy się z naszym fajnym kierowcą, by poznać niesamowitą kobietę. Czy ja już pisałam, że to ludzie są najbardziej mega w podróżowaniu? :D Zabytki, widoki, natura – są boskie, ale bez ludzi to by nie miało sensu… Pani, której dla odmiany imienia nie pamiętam ;) wzięła nas, ponieważ nie mogła sobie pozwolić na to by wiózł nas jakiś facet, przecież to niebezpieczne! Zabawne, ale Skandynawia jest najbezpieczniejsza z krajów Europejskich, a poza tym nam trzem to kto by dał radę? ;) Pani ta zapadła w naszą pamięć opowiadając o swojej podróży życia :) Wyruszyła na rok dookoła świata mając kupiony za 5000 zł (5000 zł!!!!) bilet dookoła świata. Mogła przemieszczać się w dowolnych odstępach czasowych, ale zawsze do przodu. Poleciała więc z przyjaciółką, poznawała kolejne okolice, dorabiała po drodze i przywiozła ze sobą mnóstwo wspomnień. Jedno z jej pierwszych pytań, poza podstawowym zestawem, było pewne zdziwienie: „To wy tyle razem podróżujecie i się jeszcze przyjaźnicie?!”. Wtedy odpowiedziałyśmy, że oczywiście. Po powrocie z wyprawy już rozumiałam jej zdziwienie, ale dziś… dziś jest marzec, i tęsknię za wspólną wyprawą z Magdą i Anią. W grudniu gdy pojechałam do Gdańska, a od końca wyprawy do wtedy ze sobą praktycznie nie rozmawiałyśmy, okazało się, że wszystko jest po staremu, ciepło, przyjaźnie, wspaniale :) Kurczę, uwielbiam dziewoje z Gdańska :) Pani kierowca wysadziła nas na stacji, mówiąc, że gdyby, nie fakt, że musi odebrać dzieci, to by z nami dalej pojechała :) Czekam na dzień, kiedy jakiś kierowca jednak nie będzie mówił „gdyby” i pojedzie ze mną dalej :) Ahoj przygodo! :D Na wspomnianej stacji u kasjera zostawiła list do płacących ludzi by nas wzięli, a nam naskrobała kartkę z napisem Trondheim, by lepiej nam się łapało :)

083.Po stopie z punkiem z psem, wsiadłyśmy do szalonej babci! Kobieta miała z 70-80 lat, kto wie. Mówiła płynnie po angielsku, i była szalona :D Opowiadała, jak to czasem jej noga sama naciska za mocno na gaz a ona orientuje się dopiero po jakimś czasie, że jedzie dużo za szybko, a jak wiemy, w Norwegi to mocne przewinienie. Mieszka w Kristiansund i jechała do swojej „kabiny” czyli chatki gdzieś indziej, wśród przyrody. W Norwegii każdy człowiek ma swoją kabinę, czyli domek letniskowy, ale oni mają tam tyle miejsca, że i tak jest tam wiele zielonej przestrzeni :) Szalona babcia (nie opiszę, ale jej zachowanie w samochodzie o tym dobitnie świadczyły :D) wysadziła nas przy powyższym moście. I nie… to nie jest most na krajowej trasie, to mostek pomiędzy dwoma wiochami na jakiejś mniejszej trasie. I to właśnie pod tym mostem przyszło nam nocować, gdyż utknęłyśmy trochę na dłużej… Na szczęście market był w zasięgu kilometra – jest jedzenie – jest impreza :D

081. 082.

Przed rozbiciem namiotu, który stanął tuż przy drodze, obok ławki dla spacerowicza, bo nigdzie indziej nie szło wbić szpilek od naszej noclegowni, posiliłyśmy się wspaniałą kolacją niczym z obrazka, co widać na górnej fotografii. Na dolnej natomiast na pierwszym planie jest nasz stały składnik – tuńczyk – oraz ciastka mocy. Może i nie miałyśmy zróżnicowanego jedzenia, ale za to było tanio, niemniej smacznie! :) Magda miała zwyczaj robić zdjęcia naszym miejscom noclegowym wraz z namiotem, ja natomiast dokumentowałam spożywane posiłki :) Do jadłospisów jeszcze wrócę ;)

Następnego dnia rano próbowałyśmy się wydostać. W sklepie była toaleta więc świeże i pachnące, napojone udawanym sokiem, ruszyłyśmy w stronę Trondheim. Przed wyjazdem miałam wątpliwości, czy przejedziemy wyznaczoną trasę, przecież kto jeździ na północ Norwegi? W Europie centralnej ruch jest ogromny, a tam z każdym kilometrem mniejszy… Po wyprawie wiem, że nie było czego się bać i w co wątpić, ale zawsze jest nutka niepewności gdy udaje się człowiek w nieznane… W każdym razie, po wielu trudach łapiemy stopa, który podwozi nas na prom. Wsiadamy, płacimy (często jak jechałyśmy z kierowcą to on płacił za nasz pobyt na promie, z ich zniżkami i zarobkami to zapłata za nasz prom była znikoma, jednak dla nas jako obcych, pieszych i z polską walutą, kilkanaście złotych za przepłynięcie w poprzek małego fiordziku to sporo) i znajdujemy się na pięknej drodze do Trondheim. Obok sklep, a my czekamy na przypływające z nowymi autami promy by łapać stopy. W sklepie kuszę się na urozmaicenie posiłku – kupuję jogurt waniliowy, ale wanilię to on miał tylko na obrazku :P By dało się go spożyć został połączony z kanapką z czekoladą i jakoś to poszło ;)

085.Zawsze wierzę, że jak muszę długo czekać na stopa to zawsze dzieje się to po to bym mogła pojechać z wyjątkowymi ludźmi. Im dłużej czekam tym będzie bardziej wyjątkowo. Choć Jacek z Goteborga jest przykładem, że można w ogóle nie czekać i spotkać człowieka, który zmienia Twoje życie :) Ale zasada działa w stronę wydłużonego czekania… o ludziach, którzy nas zabrali, z którymi podróżowałyśmy przez kolejne 3-4 dni i wcielałyśmy się w kolejne role, w następnym, ostatnim norweskim wpisie :) A poniżej, na koniec, moje popisowe podróżnicze danie – zupka w proszku zaprawiana chlebem :D

084.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s