Szwedzki autostop czyli nikt was nie weźmie…

Całkiem zabawnie poszło nam stopowanie z Kopenhagi do Goteborgu. Już o w pół do 12 byłyśmy gotowe by wyjść z domu na wylotówkę :P Trzeba było przedyskutować milion opcji (zalety wielkich miast :/), ponieważ żadne wyjście z miasta nie było tanie. Godzina marszu z plecakami, 36 DKK (10 DKK to 5,5 zł) i już jesteśmy na lotnisku, obok którego łapiemy stopa przez most do Malmo.

Tuż za mostem znów intensywnie dyskutujemy nad łapaniem stopa. Magda chce chodzić po ludziach i pytać, co uważam wtedy za słuszne. Niestety Magda nie chce rozmawiać z ludźmi, bo rok temu już się ponoć nagadała (nie wiem, nie było mnie). Ania też nie podejmuje tych prób. Ja również rozmawiać z kierowcami nie chciałam, ponieważ zdecydowanie sporo napisałam się z hostami przed wyprawą i uważam, że w drodze jest kolej dziewczyn jako, ze u hostów to też ja przejawiam inicjatywę. W ten sposób doszło do tego, że na wylocie z parkingu stały trzy dziewczęta z plecorami i piękna kartką na widok której wcale nikt się nie zatrzymywał. :P

013.

Po kilku chwilach, dłuższych chwilach, pojawił się na parkingu szef firmy transportowej, który nas wybawił, powtarzając w koło, że tutaj nikt nie bierze autostopowiczów, że autostop to istnieje tylko na wschodzie i w Jugosławii :P No ale jednak ktoś nas za każdym razem bierze… Tak było i tym razem. Serdeczny szef wywiózł nas na parking, z którego ciężarówki wyruszają po przeprawie promowej w dalszą drogę. Wysadził nas, przypadkiem, obok polskiego kierowcy. Nie zdążył jeszcze odjechać a spotkany polak zawołał swojego kolegę – Jacka – i w przeciągu jednej chwili byłyśmy w drodze do Goteborga :)

Jacek… ach Jacek, co to jest za człowiek! Przejechaliśmy wspólnie kilka godzin i zdecydowanie muszę stwierdzić, że tak fantastycznego kierowcy nigdy nie spotkałam! Po pierwsze jest mega utalentowany muzycznie, gitara, śpiew, akordeon, zespół muzyczny – cudo! Teraz trzyma w kabinie saksofon i ponoć uczy się grać. Jak dla mnie na pewno już jest mistrzem :D Dostajemy na pamiątkę płytę jego zespołu – GreenWood – czyli folk irlandzki :) Czadzior :) Ale to nie koniec, nie nie. Jacek w kabinie ma jeszcze rower, nas trzy i trzy nasze wielkie plecaki. No i ukulele. Ostatnie 2 godziny spędzamy na śpiewaniu i graniu na ukulele. Jest mega :) Jacek do tego ma niesamowicie poukładane w głowie, dojrzały, mądry mężczyzna :) No jestem mega pod wrażeniem!014.

Dzień kończymy nie w Goteborgu, ale na przedmieściach. Spędzamy uroczy wieczór i kawałek jasnej nocy na parkingu dla ciężarówek poznając całą polską ekipę kierowców. Grilujemy, rozmawiamy, śmiejemy się, gramy na gitarach, a resztę zostawię dla siebie ;) Z przeżyć ciężarówkowych zostaje mi już tylko jedno marzenie – poprowadzić taki wielki skład. To by było coś :D

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s