Wiking zwany Jackiem

Marzyłyśmy by spotkać Wikinga, który nas zabierze swoją łodzią w podróż. Nie spodziewałyśmy się, że to marzenie tak szybko się spełni. Wiking co prawda jest z Polski a statkiem jest 25 metrowa ciężarówka ale lepszego Wikinga w życiu byśmy sobie nie wymarzyły :D

018.Jacek jest niesamowity. Dużo wie o życiu, dużo przeżył i przemyślał. Jest ambitny, ciągle się doskonali i jest świetnym gościem przy którym nie można się nudzić. Gra na akordeonie i gitarze, w przerwie między kursami opanowuje właśnie saksofon. Jak zjeżdża na bazę to śmiga rowerem. Je zdrowo i dba o siebie. Łamie wszelkie stereotypy o kierowcach ciężarówek! Mądry,inteligentny. Ma za sobą kilka innych zawodów, ale to do tych 25 metrowych zabawek go najbardziej ciągnie :)

Jego sławne „No co ty gadasz?!” ciągle brzęczy mi w głowie. Grał w zespole folkowo irlandzkim a nam zostawił w prezencie płytę, której wczoraj słuchałyśmy. Jest moc :)

Jackowych przygód można słuchać bez końca. Dobrze spotykać ludzi w drodze i rozmawiać, pomaga to czasem sobie samemu poukładać trochę w głowie :)

Jacek poprosił byśmy czasem do niego napisały z drogi. Pisałyśmy. Nazywał nas pieszczotliwie (chyba :P) swoim stadem. Wchodził z nami na weekend na bazie dumny jak paw ;) a postawa mówiła – patrzcie kumple – idę z trzema laskami :D Gdy już dotarłyśmy do domu wysłałyśmy poniższe zdjęcie z adnotacją „Stado w domu”. :)

173.

A może samolotem?

W drodze do parku dziwnych rzeźb w Oslo spotykamy troje Amerykanów, w sumie to dwoje i Kanadyjczyka. Są pilotami rejsowych samolotów. Latają wszędzie, a w tych wszędzie miejscach mają dzień dwa wolnego. Pracując zwiedzają cały Świat. Czaderskie :)

Dogadywanie się z nimi po angielsku to czysta przyjemność, wszystko zrozumiałe i czyste. Francuski bądź indyjski angielski do najłatwiejszych nie należą, ale powoli, powoli rozumuję co ludzie do mnie mówią :)

Kraina dziwnych rzeźb

Schodziłyśmy dziś Oslo. Jego położenie nad zatoką i otoczenie szczytami zdecydowanie wpływa na piękno tego miasta. Nowoczesna opera przeplata się z totalitarnym ratuszem, średniowiecznym zamkiem i klasycystycznym teatrem, ale to wszystko splata się mimo wszystko w całość.

025.Największe wrażenie zrobiła na mnie opera, nowoczesna, biała, kanciasta, przeszklona…inna :) Ratusz też zrobił niemałe wrażenie, gdyż ponieważ i po prostu lubię oglądać totalitarne zabudowania i rzeźby. Mają one w sobie coś co wciąga wzrok. W ratuszu pełno jest wielkoformatowych malowideł przedstawiających prace u podstaw. Z jednej strony malowidła są imponujące i niesamowite, z drugiej jednak przerażające.

021. 022.Jeśli już przyszło mówić o rzeczach przerażających albo co najmniej dziwnych to wygrywają rzeźby. W całym mieście znajdujemy ich wiele ale na koniec dnia doszłyśmy do parku wysypanego wręcz niepokojącymi rzeźbami. Ponoć artysta,który je tworzył specjalnie przyjechał do Oslo obserwować tutejsze życie i klimat i to go zainspirowało do stworzenia pokrętnych rzeźb przedstawiających ludzi w milionie różnych sytuacji.

027. 028. 029. 030.

Jest jeszcze zatoka. Miejsce gdzie żyje śmietanka Norwegi. Nowoczesne biurowce i niesamowite mieszkaniówki, raj dla architektów, których nie ogranicza żaden koszt. Złote zdobienia, które nabierają blasku w zachodzącym słońcu. Ktoś miał niezły łeb jak to wymyślał :) To właśnie tam siedzimy na pomoście i moczymy nogi do czasu gdy nas burza nie przegoniła :)

023.Z innych rzeczy wartych wspomnienia to: jeśli kupować jedzenie to w kiwi lub szukać w marketach produktów za half price i zje się wtedy w polskim standardzie cenowym. Kolejna ciekawostka to zarobki. Minimalnie zarabia się tutaj 15000 zł na miesiąc, akademik dla jednej osoby kosztuje 3000 zł, dwupokojowe mieszkanie 6000 zł. Inny świat. My mieszkamy w akademiku u Samila, chłopaka z Indii, który przed momentem wrócił lekko pijany do domu z powodu niemieckiego zwycięstwa nad Brazylią. Tyle goli, tyle szczęścia :) Niemniej mamy stąd widok na centrum z góry, oświetloną zatokę i w ogóle jest cudownie :) A Ania grając pierwszy raz w życiu w pokera ograła nas wszystkie (Samil jest „starym wyjadaczem” więc się uchował przed szczęściem początkującego ;) )

019.

IMAG1297

Bądź szczęśliwy tu i teraz!

Nie ma co planować własnego szczęścia na za 20 lat. Szczęśliwym trzeba być teraz i tak działać i tak czynić by to szczęście uzyskiwać. Swoje szczęście, nie cudze. Swoje marzenia, nie rodziny, nauczycieli, kogokolwiek.

017.Zdjęcie zrobione o północy na wczorajszym noclegu gdzieś pod Oslo. Droga mija przepięknie a my gotujemy z naszymi kierowcami kolację :)

Myśli podczas drogi

1.  Nie mam poczucia, że robię coś niesamowitego, choć fajnie brzmi „jadę za kolo podbiegunowe” :) Nawet kierowcy ciężarówek są zachwyceni i nas podziwiają mimo, że po Skandynawii poruszają się na co dzień. To chyba przez tych co chcą mnie wepchnąć w standardowe życie, od którego mentalnie uciekam a fizycznie jestem wciągana…

2. Mam 27 lat… Moi rówieśnicy mają poważne prace, poważne związki i zupełnie inne życie. W drodze jestem szczęśliwa, że mam swoje podróżnicze życie, ale w domu czasem mnie coś tyka, że chyba coś ze mną nie tak. Trzeba nauczyć się cieszyć swoim życiem niezależnie od tego jak odbiega ono od standardu. To moje życie i moje szczęście. Chciałabym nie przejmować się tym co myślą inni. Nie ulegać naciskom, że powinnam żyć inaczej, martwić się o emeryturę, ubezpieczenie i stabilizację. Bo niby dlaczego miałabym żyć tak jakby ktoś chciał? Wczoraj oni wszyscy o 3 w nocy zapewne spokojnie spali, a ja siedziałam na parkingu dla kierowców ciężarówek, daleko od domu, poznawałam ich życie, decyzje, hobby. Graliśmy na gitarach, śpiewaliśmy i grillowaliśmy. Inny świat, który ciekawie poznawać :)

3.  Człowiek sam się rodzi i sam umiera. Egoizm jest dobry, ale nie ten skrajny. Trzeba myśleć o sobie, bo nikt za nas tego nie zrobi…

4. Stopowanie i podróże po ich zakończeniu są zdecydowanie szczęśliwsze niż w czasie ich trwania. Podróże kształcą, uczą cierpliwości i spokoju. Jest teraz fajnie, ale zawsze są chwile zwątpienia gdy myślę „chciałabym być w domu i jeść schabowego” :D Zdecydowanie człowiek przemoczony i zmarznięty albo serio głodny to człowiek z małym zapasem zdeterminowania, ale ważne by się nigdy nie poddawać, bo co nas nie zabije to nas wzmocni ;) Ale póki co nie przeżyłam żadnych serio skrajnych sytuacji i mam nadzieję ich nigdy nie przeżywać.

5. Pisany w Polsce. Po całej wyprawie już wiem, że wyjeżdżając na nią miałam doła, którego nie byłam świadoma bo w nim tygodniami żyłam. Chyba problemy z żołądkiem najbardziej mnie przetyrały, przez co zaczęłam odbierać świat negatywnie, co ogólnie rzadko mi się zdarza. Podróż była powrotem do siebie, odnalezieniem tego co dla mnie istotne, co moje, nie cudze. Odzyskałam swoją moc, siłę charakteru i przede wszystkim w dużym stopniu zdrowie. Idę przez życie po swojemu. Niby tak proste, a jednak trudne – ale wiem – słuchać trzeba siebie.

074.

Goteborg

Zobaczyłyśmy nic. Cały dzień patrzyłam na statki i łodzie w marinie. Czułam zapach dużej wody i słyszałam mewy. Lubię morze i duże wody. Mogę na nie patrzeć godzinami :) A przy okazji tworzyć obiad i wypoczywać po spożyciu ;)

015.Goteborg przeszłyśmy przez centrum do domu naszego hosta, zobaczyłyśmy „nieco” ale zupełnie dziś nie miałam ochoty na zwiedzanie, więc cieszyłam się na wieczór w domu z naszym hostem i couchsurferka z Francji. On ugotował dla nas obiad złożony z ryżu i podgrzanego mięsa, ale mimo to postanowiłyśmy nadać mu sprawność kuchcika. Yeach. Potem Magda walczyła o sprawność mistrza kuchni, ale wyszedł wyjątkowo zakalec ;) Ona się martwiła, mi smakował :) Ale teraz boli mnie żołądek. Zdecydowanie nie powinnam tego jeść : / Leki! Pamiętać o lekach!

Siedzę teraz przy komputerze naszego hosta Ismaila a Lora czyta mu francuską książkę. Uroczo razem wyglądają :) A francuski jest prześliczny :) Choć gdy Lora mówi po angielsku jest to ciężkie do zrozumienia. Wstawiłabym tu nasze zdjęcie w piątkę, my cztery i on – nasz tygrysi król ;) Ale to dopiero w Polsce uzupełnię :) I tak jest cudnie, że mogę pisać na komputerze. Uroczy, powolny wieczór z meczem w tle. Znów trafiłam na ten z Argentyną – Mesi jest fajny :P

016.

Lovely CPH couple

We are liveing in CPH with Stina and Thor. Stina is from Danemark and Thor is from Iceland. Wow, we always wanted to meet smb form Iceland. Now we must go there! :D For sure!

Stina and Thor are great couple! Full of love and good mood. They are very patient, we arrived to their home very late and despite they go on second day to work early they spent with us great evening. I love their sence of humor :) Stina showed us what we must see in CPH and it was very helpful. She is very open person and totaly trustworthy! I hope that in one day we will spend more time on talking! And I hope that then my english will be better ;)

I know that my english is not good, I still don’t remember about grammatic, but each time I can talk about everything in english with my hosts. I know that one day I come back to learn grammatic, but then I forget about it again ;P