Moja czwarta Ukraina

Basia, gdy wróciłyśmy w maju 2011 z Ukraińskiej wyprawy napisała artykuł pod tytułem „Moja pierwsza Ukraina”. Tak zaczęła się moja ukraińska przygoda przepleciona miłością do tego kraju, ludzi, miejsc, historii. Dziś piszę „moja czwarta Ukraina”, wracam do niej co roku i nie wygląda na to by miało się cokolwiek zmienić w tej kwestii.

Miłość została zdecydowanie bardziej rozbudzona za sprawą ludzi z tego zdjęcia, Sashko i Marty – ukraińskiego małżeństwa pełnego radości i miłości, dwójki ludzi, która poznała się dzięki PLASTowi – tutejszej organizacji skautowej. Pokazali nam miejsca niesamowite, magiczne i zaczarowane, przy czym na każdym kroku Sashko witał się ze swoim znajomym, zawsze mówiąc „on też jest plastunem” :) Mała-wielka lokalna mafia :)

_MG_0387
fot. Wołoś, na zdjęciu fragment ukraińskiej mafi :) Андрій i Барc

Jeśli już mowa o mafii to muszę wspomnieć o sieci kawiarni, które odkrył przed nami Sashko. Każda inna, każda fascynująca, każda wyjątkowa i każda zawiera w sobie pierwiastek plastuna :) Zdecydowałam się opisywać tutaj poza wrażeniami również kilka konkretów coby móc do tych miejsc po latach wrócić :) Sieć kawiarni Lviv Emotions Restaurant City jest rozmieszczona na starówce. Przy samym ratuszu, obok hostelu, w którym nielegalnie spaliśmy, mieści się Kryjówka (криївка) , pub stylizowany na siedzibę UPA. Na przywitanie słyszymy hasło „slava Ukraina” a my musimy odpowiedzieć „slava”, następnie musimy wypić setkę na przywitanie (Wołoś czynił za mnie honory ;)) i już możemy wejść do piwnic pełnych flag, haseł i patriotycznych symboli. Piwnica to jednak tylko początek, ponieważ dalej na podwórzu znajdujemy broń, sprzęt, transformersa i wieżę widokową na szczycie której można usiąść i wypić kolejne piwo. W tej samej kamienicy znajduje się restauracja, zajmująca pierwsze piętro. Nazywa się ona mniej więcej „Masona” i jest niespodzianką. Sashko powiedział nam, że wejdziemy tylko na pierwsze piętro kamienicy do jego kolegi na herbatę. I faktycznie, otwieramy drzwi, wchodzimy do przedpokoju zastawionego meblami, książkami, kuchenką z czajnikiem, a chwilę dalej, za zasłoną wita nas najdroższa ukraińska kawiarnia. Pełne zaskoczenie. Restauracja jest „wykwintna”, balowa, a w środku znajdziemy stary, klasyczny samochód. Jak? Nie mam pojęcia :)
IMAG1261
Na zdjęciu widok z mojej ulubionej lwowskiej knajpki „Domu Legend”.

Z kolejnych miejsc, również przy ratuszu, znajdujemy kopalnię kawy, która od progu wita niesamowitym aromatem. Na tyle niesamowitym,że byłam tam w ciągu 3 dni trzy razy. Kopalnia jest kopalnią, ponieważ legenda głosi, że Ukrainiec, który przywiózł dostaną w nagrodę kawę wkręcił innych, że wykopuje się ją spod ziemi. Rozkręcił on kawiarniany rynek, a dziś wspomnieniem po nim jest piwnica koło ratusza, która skrywa wózki kopalniane i inne narzędzia, ubrudzone kawą. Jest mrocznie, jest klimatycznie. A jak kawa to i zaraz obok czekolada. Fabryka czekolady mieści się na południowy wschód od rynku i skrywa fantastyczne praliny w każdym smaku świata, czekoladowe rzeźby, posągi, i w ogóle mnóstwo pyszności. Jest tam niesamowicie i cudownie, a zapach roztopionej i lejącej się czekolady roznosi się po całym budynku.
IMAG1263
Dom Legend przestrzega!

Kolejne dwie restauracje znajdują się na przeciw siebie, jeszcze dalej na południowy wschód. Pierwsza to knajpa żydowska. Gdy zamawiasz, nie wiesz ile co kosztuje (a może wiesz?) ale nie wiesz ile zapłacisz. Gdy przychodzi chwila zapłaty musisz się targować o swój rachunek. Iście po żydowsku. Nie było nas w środku, ale ludzi było pełno ;) Natomiast na przeciw znajduje się niesamowita i moja ulubiona knajpa – Dom Legend. Jest boska. Cała kamienica zamieniona na magiczny świat. W każdym pomieszczeniu panuje ina stylizacja, gdzieś wystają nogi z sufitu, gdzie indziej jest pełno bruku i transmisja podziemnej Lwowskiej rzeki, a w toalecie podgląda nas pracujący w sklepie z pamiątkami stary kominiarz. Obsługują nas karły (naliczyłam czterech!) ale fenomenem jest dach. Na nim postawiona platforma, a na platformie znajduje się trabant na polskich blachach, który ma domocowane wiosła i rybi ogon. Widok z dachu jest nieziemski. Jesteśmy wśród innych kamienic, na równi, jak w hiszpańskim filmie. Siedziałam tam kilkakrotnie, podczas wizyty we Lwowie wdrapałam się tam 6 razy, a kelnerka już mnie rozpoznawała i witała polskim „dzień dobry”. Lubię to miejsce, zdecydowanie. Będę tam wracać :) Można tam przesiadywać całymi dniami i nic nie robić, tylko patrzeć na przestrzeń :) Zdecydowanie bardziej wolę taką przestrzeń niż patrzenie z wieży ratusza, gdzie było za daleko do wszystkiego choć również pięknie. (Wejście na ratusz to koszt 10 hrywien). A! A sam dom legend na elewacji ma umiejscowionego smoka, który zieje ogniem o 21:24 (ponieważ taka godzina jest godziną 21 wg słońca, a nie wg Kijowa) oraz przejeżdża po elewacji tramwaj :)
_MG_0326
My na ratuszu, a fotografował Wołoś.

Poza szóstką wymienionych knajpek obejrzeliśmy z zewnątrz knajpę masochistów, ponieważ w środku po prostu biją ;) Na zewnątrz stoi pomnik pana masochisty, który ma wyrwane serce a w dziurze po nim widok nagiej kobiety. Można też włożyć mu rękę do kieszeni…ale tam wiecie co można znaleźć :P Byliśmy jeszcze dwukrotnie w knajpce prowadzonej przez przyjaciela Sashko, która również należy do wspomnianej sieci :) Drugą noc, którą tam zakończyliśmy, spędziliśmy na śpiewaniu polskich i ukraińskich piosenek, przy czym pierwsze co usłyszeliśmy to pieśń o „naszym Krymie”. W sumie to mam teraz wątpliwość czy ta ostatnia knajpa należała też do tej sieci.

Z miejsc gdzie warto się zatrzymać należy wymienić gruzińską knajpkę Chinkali z niesamowitymi pierogami, ichniejszymi „chinkali”. Za dobry obiad popity kwasem zostawiamy niecałe 10 zł. Ale jeśli o jedzeniu mowa to to co jest w Ukrainie najwspanialsze to lody firmy Limo! Sashko opowiadałm nam o dobrych lodach i przyszedł pokazać nam je w sklepie – o które chodzi. Okazało się jednak, że my właśnie po te same lody co roku zmierzamy na Ukrainę :) A oto i my z nimi… :)
_MG_0412
Foto tak jakby zrobił Wołoś ;)

Ciekawe czy kiedyś uda mi się uzupełnić bloga o te wyjazdy, które są już za mną, ale lekko powątpiewam ;P

Tak, zdecydowanie czwarta Ukraina to Ukraina knajpek, wolności, powolności i rozmów o skautingu :) Trochę już wiem o Plaście, ale jeszcze sporo przede mną. Ich zbiórki to chyba raczej spotkania niż nasze polskie zbiórki, ale jeszcze kiedyś się w to zagłębię. Póki co szykuję się na Świąteczny wyjazd na Ukrainę :) Cel – zobaczyć Lwów w śniegu!

Gdzie: Lwów
Kiedy: 18-22.06.2014

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s